wtorek, 18 maja 2010

JP, dzieci NEO i zbliżająca się apokalipsa

Witajcie,
Wracam po 2-miesięcznej przerwie spowodowanej głównie brakiem natchnienia. Teraz wracam z nową energią, nowymi tematami i być może paroma kontrowersjami. Zaczynamy!

Jak już pisałem w tytule, notka będzie o samozagładzie wartości moralnych serwowanej nam przez coraz to "nowsze pokolenia". Epitet w cudzysłowie, gdyż termin "pokolenie" możemy interpretować w dowolny sposób. Wracając do tematu :

1. JP na 1002313213432432,394%
JP, czyli pokolenie kochające policję inaczej, zrodziło się z inicjatywy niejakiej Firmy, jakiegoś tam zespołu hip-szmacianego, której udało się poprzez agresywne teksty i nawoływanie do niechęci (że tak to delikatnie ujmę) do policji i prawa w ogóle. W tą karuzelę dała się wciągnąć subkultura dresów, ale im to akurat można darować, bo wiadomo, że co szeleści i "jebie policję" jest fajne, spoko, cool i wyczes. Martwi mnie jednak, że do tego wszystkiego wciągana jest młodzież gimnazjalna,a nawet podstawówkowa. O ile "dorosłych" ludzi mogę olać i skazać na porażkę życiową, o tyle moja pogarda w stronę JP idzie głównie ze względu na te dzieciaki. Co ciekawe, modę na JP wprowadzili nie jacyś 15-letni gimnazjaliści od pana zwanego hardcorem, tylko dorośli ludzie (może nie nad wyraz dojrzali, bo nie wierzę, że którykolwiek z nich osiągnął chociażby trzydziestkę). Kto ma dawać młodym przykład, jak nie dorośli, często już doświadczeni ludzie? Szanowani artyści np. Sokół czy Hemp Gru również nagrywali z Firmą. Ja pytam, co się tu dzieje? Dlaczego nawołuje się do nienawiści kogoś, kto z założenia ma nas chronić? Nie twierdzę oczywiście, że wszyscy policjanci są dobrzy i z ręką na odznace przestrzegający prawa, ale dajcie im trochę zaufania, to będą Was traktowali jak należy. Pamiętajcie: nienawiść rodzi nienawiść.
Smutne jest to, że niezależnie, kto by takie apele wygłaszał, zostanie stłamszony przez masę "ludzi", którzy z uśmiechem na ustach i "bejzbolem" w ręku przetłumaczą im argumenty za JP. Właśnie, Wy nawet nie umiecie bronić swojej "idei" sensownymi argumentami, tylko agresywnym zachowaniem i rynsztokowym językiem.
Pierwszy punkt dla samozagłady ludzkości

2. Dzieci NEO, trolle i inne krytyczne przypadki
Internet jest wszędzie i nie ma na to rady. W dzisiejszych czasach z tego medium korzystać mogą wszyscy, korzystać mogą wszędzie, korzystać mogą o każdej porze dnia i nocy. Niestety... Największym problemem wolności Internetowej są dzieci w wieku najczęściej gimnazjalnym (hm, ciągle wszyscy o tym gimnazjum, może to nie był dobry pomysł z tą reformą oświaty, co?), których jedynym celem jest psucie dyskusji, zabawy innym osobom, które chcą mieć trochę świętego spokoju i np. przeprowadzić dysputę o zagrożeniu efektem cieplarnianym (cholernie głupi przykład zważywszy na to, co się dzieje teraz. 300 lat w plecy, brawo dla ekologów). Cechuje ich brak dobrych argumentów, agresywne zachowanie czy generalna ignorancja na wiedzę. Wraz z upływem czasu, dzieci te nauczyły się grać w MMO i tu dopiero przyznajemy drugi punkt dla samozagłady ludzkości. Debilizm na czatach, cheaty, buff-whores czy brak kultury to znak, że mamy do czynienia z takim ciężkim przypadkiem.
Ciekawym jest, że każdy sposób na okiełznanie tej nieprzebranej dziczy ma lukę, przez którą (jak wirus) dostaną się i znowu zaczną trollować, flame'ować czy cokolwiek -ować. Ja zwalam winę na rodziców, którym wygodniej jest posadzić dziecko przed komputerem, dać mu dostęp do Internetu i niech sobie siedzi, przynajmniej jest w domu, nie zmarznie... Nie kontrolują tego, co ich pociecha przed tym komputerem robi, w co gra, na jakich forach/czatach/IRCach przebywa, więc hulaj dusza. Zresztą o tym pisał już Orion na swoim blogu, więc ja się nie muszę tutaj wypłakiwać.
2:0

3. ZMIERZCH TO NIE HORROR!
Ok, to jest dla żartu (uprzedzam, bo mnie fanki chyba zasztyletują jak to przeczytają)

Uznawanie tego filmu za horror to obraza dla takich klasyków jak Drakula, Wywiad z Wampirem czy chociażby Underworld. Jest to obraza przede wszystkim dla wszystkich wampirów. Ok, poza tym, że sam pomysł tego, że wampir zakochuje się w śmiertelniczce przerabialiśmy już niejednokrotnie. Ale zrozumcie: wampiry nie kochają jak nastolatkowie! Gdzie się podział wampir, który kocha tragicznie, który zmaga się ze swoim cierpieniem albo żyje tym życiem wysysając krew tu i ówdzie. Przemiana wampira w zakochanego emo-boya pokazuje tylko, jak zepchnięty został dumny i potężny wampir, jak dzisiejsze kino depcze po tym wspaniałym dorobku... ech, serce mi się kraje, ale jako fan kina grozy mówię temu taniemu romansidłu stanowcze WYPI******** no znowu mnie wypikali! Że nie wspomnę tu o roli wilkołaków w tym filmie... Nóż mi się w kieszeni otwiera.
3 ku...a zero

To tyle, następna notka już niedługo, a będzie to recenzja!
Ave

środa, 24 marca 2010

Internetowi Celebryci... OMG

Witajcie,
W dzisiejszych czasach, żeby zaistnieć trzeba być znanym w "miejscu", gdzie miliony ludzi zbierają się, żeby się zrelaksować, poczytać, oglądać filmy i ogólnie korzystać z dobrodziejstw znanych Internetowi. Jednak ostatnim czasy recepta na bycie popularnym nieco odbiegła od szeroko pojętych kanonów. Mówiąc "nieco" mam na myśli to, że spadło to wszystko i roztrzaskało sobie łeb. Jednak dzisiaj kategorii Internetowej popularności jest tak wiele, że czasem nie sposób nadążyć.

Wszyscy słyszeliśmy skądś o pewnej dziewczynce (czyżby?), która swą popularność oparła na swojej skrajnej głupocie. Wszyscy wiemy, o kim piszę, więc nie zamierzam tu podawać jej/jego adresu blogowego (dodam tylko, że umieszczony jest na onecie, gdzie jak powszechnie wiadomo zbierają się wszystkie "głupie dzieci"), nie będzie tu żadnej reklamy. Osoba ta inteligencję odziedziczyła pewnie po okolicznym kamieniu, wielcy narodowi wieszcze przewracają się zapewne w grobie. Przyzwyczailiśmy się do "pokemonowego" pisma oraz do tego, że poziom ortografii młodzieży błaga o dobicie, najlepiej kończące się ciężkim przypadkiem... śmierci. Lecz połączenie tych dwóch "rzeczy" dało zabójczą mieszankę, przy której ja, językowy terrorysta (tak, nie toleruję głupich błędów) dostaję białej gorączki. Sam przeczytałem ze zdumieniem (znowu delikatne słowo) ze trzy notki, w których autor/-ka łączy w sobie skrajną głupotę z pierwiastkiem "spolszczonej angielszczyzny" (pojęcie stworzone chyba przeze mnie, polegające na pisaniu angielskich słów ze słuchu. Wyobraźcie sobie teraz to plus "p0k3moN" i ortografia i otrzymamy całokształt bloggerski tejże osoby), która również woła o pomstę do czegokolwiek na świecie. Najciekawsze jest to, że autor/-ka tego bloga otrzymuje po każdej notce średnio 1300 komentarzy. Udało się więc zaistnieć i zdobyć popularność. Brawo, a teraz idź gdzieś umrzeć, proszą Cię o to wszyscy poloniści i resztka rozsądnych Internautów.

Youtube jest niewątpliwie portalem społecznościowym, na którym zaistnieć można na wszelakie sposoby. Jedni osiągają popularność ciężką pracą i naprawdę ciekawymi filmikami (jeżeli lubicie gry komputerowe polecam profile Tatsudoshi, ProtonJon SA, więcej nie pamiętam, ale jak chcecie to piszcie, wtedy chętnie podam), inni postanowili zdobyć popularność stając się "Youtube Whores" lub po prostu próbując w jakiś sposób zbudzić sensację wśród społeczności.
Zacznijmy od użytkownika ShaneDawsonTV. Jest on przykładem człowieka, którego filmiki stoją na nieprzyzwoicie niskim poziomie, a jednak zbiera po ok. 2mln obejrzeń, ma ok. miliona subskrybowanych użytkowników, uczestniczy w programie partnerskim YouTube. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze sub4sub (subskrybcja za subskrybcję, czyli ja Ciebie a Ty mnie), a po drugie słowa-klucze. Cóż to takiego te słowa-klucze. Otóż program partnerski YouTube polega mniej więcej na tym, że najpopularniejsi twórcy mogą zarobić pieniądze za umieszczanie popularnych filmików w serwisie. Jest to oczywiście duże uproszczenie, ale nie o to chodzi. Chodzi mi o to, że w tytuły jego "dzieł" brzmią mniej więcej tak: "DEGRASSI GIRLS GONE WILD"( Degrassi to taki popularny w USA serial dla młodzieży, w Polsce chyba leci na ZigZapie) lub zawiera słowa przyciągające uwagę takie jak "naked", "boobs" czy "sex". Filmy natomiast nie mają nic wspólnego z tym co mamy w tytule, ogólnie rzecz biorąc, jest to mało zabawny teatr jednego aktora.

Jak więc widzicie na tych dwóch przykładach, popularność można zdobyć będąc kompletnym idiotą lub Internetową szmatą (przepraszam za ostre słowa).

Pozdrawiam tych, którzy to przeczytają i obiecuję pisać częściej, bo jest o czym

Nuta na dzisiaj to Rise Against-Hero Of War

czwartek, 11 marca 2010

FF7 Pokonane :D

Witajcie,
W końcu, po tylu latach, przeszedłem Final Fantasy VII. Jest to dla mnie ważne z kilku powodów: marzyłem o tym od kiedy gra ujrzała światło dzienne. Nie byłem w stanie jednak dokończyć, ponieważ albo moja PSX nie dawała rady lub musiałem formatować zepsuty dysk tracąc save'y na emulatorze. W końcu dzisiaj o godzinie 19:30 pokonałem Sephirotha i było mi dane ujrzeć koncową sekwencję FMV (swoją drogą trwała ponad 15 minut, więc było warto. Ukończenie gry zajęło mi ok. 35 godzin, co jest niezłym czasem zważywszy na to, że nie ukończyłem wszystkich questów pobocznych (WEAPON-y i Chocobo). Ukończenie ulubionej gry, o której wie się bardzo bardzo dużo jest naprawdę sporym osiągnięciem.
To tyle w tej notce, chciałem się tylko pochwalić, jak bardzo chciałem przejść tą przygodę.
Następnie zabieram się do FFIX, części ósmej nie mam na dysku więc od razu zacznę IX, z którą nie miałem okazji się na dłużej zapoznać, a jest czego żałować.
Farewell, My Friends :)